Rok 1981 był nawet niezłym rokiem dla miłośników horrorów – do kin zawitała druga część slashera „Halloween”, a świat miał okazję poznać nowego bohatera filmów grozy Asha Williamsa z „Martwego zła„, granego przez Bruce’a Campbella. Jednak zanim widzowie lat 80-tych mogli się przenieść do małego domku pośrodku lasu, miesiąc wcześniej mogli poznać historię, która swój początek miała na malowniczych angielskich wrzosowiskach – mowa oczywiście o filmie pt. „Amerykański wilkołak w Londynie”.

Muszę przyznać, że „Amerykański wilkołak…” w reżyserii Johna Landisa nie należy do moich ulubionych filmów o wilkołakach. Niektóre sceny są przesadnie wydłużone, a i historia nie rzuca na kolana – ot, dwóch amerykańskich studentów robi sobie wycieczkę do Europy zaczynając od deszczowej Anglii. Tam, w czasie pełni, „coś” ich atakuje, jednego zabijając, a drugiego raniąc. I jak można się domyślić, ranny Amerykanin zostaje obarczony klątwą wilkołaka, która swój upust znajdzie w czasie kolejnej pełni, ale już na ulicach Londynu przełomu lat 70. i 80. Jednak ten film ma coś, dzięki czemu nie jest kolejnym horrorem o człowieku-wilku, ale czymś więcej. A tym kąskiem, dla którego można uznać „Amerykańskiego wilkołaka…” za film kultowyrewelacyjne efekty specjalne. A szczególnie scena przemiany głównego bohatera, Davida, za którą film otrzymał pierwszego Oskara w kategorii najlepszego make-upu. Czytelnicy o słabszych żołądkach mogą sobie podarować oglądanie poniższego materiału.

Nawet dzisiaj, oglądając te sceny przemiany po 33 latach (!) od premiery, można poczuć się co najmniej nieswojo, zwłaszcza że przy kręceniu tej sceny nie wykorzystano żadnej animacji komputerowej. A wszystko to dzięki pracy Ricka Bakera – charakteryzatora, który zasłużenie zdobył tytuł „twórcy potworów”. Artysta wspomina pierwsze rozmowy z reżyserem, który nie chciał przedstawić „statycznej” przemiany bohatera, jednak chciał przedstawić coś, co jeszcze nikt nie zdołał przedstawić – ukazać ból związany z przemianą. Landis poprosił Bakera żeby „coś wymyślił”, a ten po krótkim zastanowieniu stwierdził, że da sobie z tym radę – zwłaszcza, że lubi postać wilkołaka, a doświadczenie zdobył przy kręceniu takich filmów jak King Kong” z 1976 roku czy Schlock” z 1971 roku.

Prace nad poszczególnymi elementami ciała które ulegają przemianie trwały kilka miesięcy, aż w końcu wyznaczono osobny dzień na nakręcenie samej sceny transformacji. Ostatecznie w post-produkcji wykorzystano raptem kilka sekund dla poszczególnych części ciała (wydłużające się dłonie czy wysuwająca się szczęka), przez co Baker był mocno zawiedziony, że nie wykorzystano w pełni potencjału jego pracy. Co ciekawe sam Landis uważał, że ta scena i tak pokazywała za dużo, nawet jak na tamte czasy.

Wynik? Film odniósł spektakularny sukces (box-office na dzień dzisiejszy wynosi ponad 60 milionów dolarów), a ludzie którzy widzieli ten obraz Landisa słusznie uznali, że skoro udało im się nagrać przemianę człowieka w wilka tak realistycznie jak można to sobie wyobrazić, to znaczy że będą w stanie stworzyć wszystko. Niewiele się pomylili — w późniejszych latach nastąpił prawdziwy wysyp coraz bardziej ambitniejszych filmów grozy z jeszcze bardziej paskudnymi potworami, dzięki czemu kino klasy B zaczęło awansować do klasy A. Natomiast kariera „twórcy potworów” potoczyła się potem błyskawicznie – film nakręcony przez Landisa i monstrum stworzone przez Bakera zainspirowało Michaela Jacksona do nakręcenia teledysku do utworu Thriller”, do produkcji którego król popu zaprosił obu panów. Sam utwór stał się również piosenką tytułową płyty wydanej w 1982, która przez wielu jest uznawana za najlepszą płytę muzyki pop. Baker jeszcze nie raz tworzył postacie wilkołaków w filmach – tutaj warto wspomnieć o Wilku” z 1994 roku z Jackiem Nicolsonem w roli głównej czy Przeklętej” z 2005 roku.

Podsumowując – „Amerykański wilkołak w Londynie” jest ważnym filmem jeżeli chodzi o przedstawienie wilkołaka w dzisiejszej kulturze. Może nie najwyższych lotów, ale za to otwierającym drogę dla kolejnych filmowych monstrów i dowodem na to, że profesjonalna robota charakteryzatorów będzie budzić grozę jeszcze przez wiele lat niż nawet najlepsza animacja komputerowa, która z biegiem czasu zestarzeje się i po prostu będzie budzić co najwyżej uśmiech politowania. Jeśli wiecie co mam na myśli…

wiedzmin-smok

Zdjęcie w nagłówku: kadry z filmu „Amerykański wilkołak w Londynie”, reż. J. Landis, 1981

Spodobało się? Podaj dalej!
Zobacz podobne wpisy:
  • Unikalny wpis